Byłem w fundacji razem z mamą i rodzeństwem. Malutki, trochę przestraszony, ale już wtedy z wielką chęcią do przygód. Moi ukochani rodzice przyjechali akurat tego dnia. Powiedzieli, że jak tylko mnie zobaczyli — wiedzieli, że to ja.
Osiem tygodni i cały świat przed sobą
Fotelik, poduszka, drobne zabawki i moi nowi rodzice za kierownicą. Zmęczyłem się emocjami — zasnąłem po 5 minutach jazdy.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ta droga zaprowadzi mnie nie tylko do domu, ale też do rodzinnej manufaktury, w której dziś jestem szefem kontroli jakości.