Nie mogłem uwierzyć. Własna poduszka, własne miski, własne zabawki i DWOJE ludzi, którzy cały czas przy mnie byli.
Zaraz po przyjeździe poznawałem każdy kąt, każdy zapach. Mój żółty banan stał się od razu ulubioną zabawką — do dziś go mam!
„To jest moje mieszkanie?!”
Pierwszej nocy spałem u stóp mojej Mamy — nie chciałem jej spuścić z oczu. A ona obiecała, że nigdzie nie pójdzie. I słowa dotrzymała.